S Z C Z Ę Ś C I E
Jako, że bardzo wiele się pozmieniało oraz jako, że bardzo ktoś chciał bym w końcu coś nowego na blogu napisał, to się za to zabiorę. Mam nadzieję, że mi uwierzycie jak wiele w moim szarym życiu mogło się diametralnie zmienić.
Na wstępię chciałbym wam opisać jak większość ludzi postrzega szczęście. Szczęściem nazywają np. chwilowe odczucie bezgranicznej radości, euforii, zadowolenia. Niektórzy szczęściem nazywają dobrym wyjściem z sytuacji, która wydaje się być niemożliwą do ominięcia bez zaznania większego lub mniejszego zła.
Jest też ogólnie znana definicja szczęścia tłumaczące je jako odwrócenie się losu w dobrym kierunku ze złego wraz ze sprzyjającymi temu losowymi prezentami od życia typu uniknięcie wypadku, wygranie w loterii. Z tą definicją moja jest najbardziej zbliżona. Czemu? Hmm.. Wyobraźcie sobie, że żyjecie. Natrafiają was codziennie jakieś sprzeczności losu, chwile radości czy inne tego typu czynniki z życia zwykłego człowieka. W waszym życiu pojawia się coś, co was zaskakuje, ale jeszcze nie za bardzo wiecie czy da się z tego skorzystać; a jeśli się da to jak. Gdy wreszcie uda wam się uzyskać dostęp do tego, czerpiecie wiele korzyści, sami odwzajemniając się tym samym. Zamknięte koło zwykłego szczęścia.
Moje szczęście jest największe na świecie a zarazem nie za wielkie. Jest nią Klaudia. Mój aniołek( jest to ani trochę nie przesadzony zwrot co do jej osoby, na prawdę można wywnioskować, że nim jest). Klaudia to moje 158 centymetrowe oczko w głowie. Teraz wam wyjaśnię o co chodzi z tym porównaniem jej do mojej definicji szczęścia.
Klaudia pojawiła się w moim życiu 2 lata temu. Oboje jakoś nie przywiązywaliśmy do tego większej wagi, byliśmy zajęci swoim życiem, swoimi problemami, cieszyliśmy się własnymi radosnymi momentami. To zaczęło się lekko zmieniać. Z jednej jak i z drugiej strony były wyraźne znaki, ale nikt nie wiedział czy warto spróbować, czy gotowi jesteśmy na coś takiego. Potem nastała chwila (ta chwila wcale nie była chwilą, była raczej ciągnącą się rzeczywistością, chociaż nie było to aż tak odczuwalne, bo znów powrócilismy do tego co otaczało nas wcześniej) przerwy w relacji.
Pewnego dnia potrzebowałem z czymś pomocy i coś mi podpowiedziało, że pierwsza osoba, która może mi pomóc to Klaudia. Wyszło z tego tyle, że jeszcze tego samego dnia wieczorem oboje siedzieliśmy u niej na łóżku opowiadając sobie o cząsteczce z naszego teraźniejszego życia. Wszystko działo się wraz z głębokim patrzeniem sobie w oczy i uśmiechaniem się, choć było to wszystko dość nieśmiałe. Pocałowała mnie wtedy. Raz. W szyję. Zwykły sekundowy buziak. Mnie poraziło, poczułem wtedy na sobie wszystko co zawsze chciałem mieć przy sobie nigdy o tym nie wiedząc. Nie muszę tłumaczyć chyba, że nie potrzeba było długiego czasu by z tego pocałunku po paru dniach zrodziły się inne, głębsze pocałunki prowadzące do jednego - powstania NAS.
Tak więc moje wielkie,niewielkie szczęście to właśnie wszystko co zachodzi między nami podczas każdego dnia,każdego spojrzenia, każdego dotyku, każdego pocałunku, każdym powrocie.
Oboje odnaleźliśmy uzupełnienie siebie. Uzupełnienie - ponieważ jesteśmy różni, bardzo różni, chociaż nie we wszystkim, ale w na prawdę wszystkim. I to jest piękne, bo oboje próbujemy poznać na czym polega życie według drugiej osoby. Wiem na pewno, że rzeczą która jest między nami wspólna to przyszłość, miłość do siebie, miłość do jedzenia ( eh.. HAHAHA), chęć szczęścia drugiej osoby(chociaż tak na prawdę to oboje już chyba nie musimy nic takiego robić, wystarczy, że znajdujemy się w niewielkiej odległości od siebie). Jak i wszyscy tak i my nie jesteśmy ludźmi idealnymi. Popełniamy błędy, bywają u nas kłótnie i mimo, że podczas nich jesteśmy wrakami człowieka, to po nich wszystko między nami powiększa się znowu dwukrotnie.
.jpg)
Kocham Cie Krystian
OdpowiedzUsuńbardzo fajna notka :)
UsuńZapraszam do mnie ;p
http://cruuuuuel.blogspot.com/
http://foreverjointly.blogspot.com/ wejdziesz?
OdpowiedzUsuńfajny post ;)
Rewelacyjny post.. Wzruszyłeś mnie tym do łez, naprawdę.. Od dzisiaj został dokładnie miesiąc do mojej rocznicy z chłopakiem i zgodnie stwierdziliśmy, że to przeznaczenie, w które wcześniej żadne z nas nie wierzyło.
OdpowiedzUsuńSpotkać się w miejscu, obok którego nikt z nas nigdy nie przechodził.. w tym JEDNYM dniu coś nas podkusiło, ja wracałam ze swoich tańców inną niż zwykle drogą, On tak samo. Spotkaliśmy się, z tygodnia na tydzień poznawaliśmy się coraz lepiej, chociaż miał ze mną bardzo ciężko bo nie miałam zaufania do chłopaków. Związek to najlepsze co może być, nie ma nic silniejszego od miłości, szczególnie gdy jest ona też przyjaźnią :)
Szczęścia życzyć nie muszę, jedynie co to zdrowia i wszystkiego co najlepsze!
PS Słyszę B.R.O. W tle? :) Podasz tytuł?
OdpowiedzUsuń